Od urwistych, skąpanych w słońcu klifów po cień drzew i zapach mokrej ziemi – zachodnia Malta pokazuje swoją spokojniejszą, mniej oczywistą stronę. Jeśli szukasz trasy bez pośpiechu, prowadzącej przez krajobrazy pełne kontrastów, może właśnie tędy warto pójść.

Malta potrafi być wyspą kontrastów. Z jednej strony odsłania rozległe, wietrzne krajobrazy – z nagą skałą, krzewami i kępami zieleni, które trzymają się ziemi mimo wiatru. Z drugiej – zaskakuje miejscami bardziej osłoniętymi, miękkimi w odbiorze, pełnymi zieleni i ciszy.

Na zachodnim krańcu wyspy te dwa oblicza spotykają się wyjątkowo wyraźnie. Wystarczy kilkanaście minut drogi, by krajobraz zaczął układać się inaczej.

Tego jednego dnia idziemy właśnie tą drogą – od urwistych klifów Dingli aż po zielone Buskett Gardens.

To spokojna trasa, która nie wymaga pośpiechu ani szczegółowego planu. Wystarczy podążać przed siebie i pozwolić, by wyspa odsłaniała kolejne obrazy.

Dingli Cliffs – spacer na krawędzi wyspy

Klify Dingli, rozległe i wietrzne, są zdecydowanie inne od tego, z czym wielu osobom kojarzy się Malta.
Należą do najwyższych na wyspie – wznoszą się miejscami na około 250 metrów nad poziomem morza. Ciągną się wzdłuż zachodniego wybrzeża, niedaleko miejscowości Dingli, gdzie zabudowa stopniowo ustępuje miejsca bardziej naturalnemu, otwartemu krajobrazowi.

Docieramy tu autobusem w styczniowy poranek – taki, w którym pogoda zmienia się z godziny na godzinę. Jeszcze chwilę po wyjściu z pojazdu pada drobny deszcz, ale ustaje dokładnie wtedy, gdy ruszamy w stronę klifów.

Pierwszym miejscem, do którego naturalnie się dochodzi, jest punkt widokowy w pobliżu niewielkiej kaplicy St. Mary Magdalene. Stoi ona na rozległym, niemal płaskim terenie o skalistym podłożu. Pełno w nim zagłębień, w których po deszczu zbiera się woda, tworząc małe lustra odbijające niebo.

Kilka kroków dalej ląd urywa się nagle, a wzrok bez przeszkód biegnie w stronę horyzontu.

Wiemy, że stoimy na klifach – a jednak stąd ich nie widać. Brakuje nam widoku stromej skalnej ściany i fal rozbijających się u jej podnóża. Czujemy, że to miejsce oferuje coś więcej, ale nie znajdujemy oznaczeń prowadzących do punktów widokowych.

Poza tym jesteśmy tu zupełnie sami – bez kogokolwiek, kogo można byłoby zapytać o drogę – więc ruszamy po prostu przed siebie, w stronę widocznej w oddali krawędzi klifów.

Droga okazuje się dłuższa, niż początkowo przypuszczamy, ale przeczucie, że najpiękniejsze widoki są jeszcze przed nami, nie pozwala zawrócić.

Od asfaltowej drogi odchodzą wąskie ścieżki, jednak trudno ocenić, która z nich rzeczywiście prowadzi tam, gdzie chcemy dojść. Trochę błądzimy – odbijamy w bok, potem zawracamy, trafiając na ślepe uliczki.

Silny wiatr utrudnia marsz, a zmęczenie powoli daje się we znaki. Jednak takie zejścia z głównej trasy pozwalają zobaczyć miejsca, których inaczej pewnie nigdy byśmy nie odkryli – znajdujemy wraki samochodów dawno strąconych w dół, ścieżki ginące w krzakach, a nawet dzikie strzelnice.

W końcu dostrzegamy wyraźnie wysunięty w morze cypel i inne osoby. To dobry znak – wszystko wskazuje na to, że trafiamy do głównego punktu widokowego.

Jak się okazuje, to cypel Wardija ta’ San Ġorġ. Miejsce zasiedlone już w epoce brązu – archeolodzy odnaleźli tu ślady ufortyfikowanej osady, naturalnie chronionej stromą ścianą klifu. Do dziś widoczne są fragmenty murów oraz zagłębienia w skale, które mogły pełnić funkcję silosów lub elementów zabudowy mieszkalnej.

Znajduje się tu także charakterystyczna formacja skalna – komora z wapiennym „oknem”, przez które klifowe wybrzeże sprawia wrażenie zamkniętego w naturalnej ramie.

To właśnie tutaj krajobraz robi największe wrażenie. Panorama rozciąga się szeroko w obie strony, a linia brzegowa układa się w długie, wyraziste formy.

Już wiemy, że było warto tu dojść.

Stoję przez chwilę bez ruchu, próbując objąć wzrokiem morze, słońce, skalną ścianę i fale rozbijające się u jej podnóża.
Słychać tylko wiatr.

W takich momentach wszystko inne przestaje mieć znaczenie.

Myślę wtedy, że są widoki, których nie da się przyspieszyć – trzeba po prostu dać sobie czas, by naprawdę je zobaczyć.

Zostajemy tu dłużej, niż planowaliśmy – z przerwą na kawę z termosu i drugie śniadanie.

Bez pośpiechu. Bez potrzeby ruszania dalej.

Czasem samo patrzenie wystarcza.

Buskett Gardens – zielone schronienie Malty

Wracamy z klifów, wciąż czując na twarzy silny wiatr. Jeszcze przed chwilą towarzyszyło nam słońce, ale teraz niebo szarzeje, a powietrze staje się cięższe. Zaczyna padać. Najpierw lekko, niemal niezauważalnie, potem coraz mocniej.

Już z oddali widzimy wysokie drzewa – i wiemy, że krajobraz za chwilę się zmieni.

Im jesteśmy bliżej, tym więcej pojawia się zieleni – gęste korony, rozłożyste gałęzie i zupełnie inny pejzaż niż ten, który jeszcze chwilę temu towarzyszył nam na klifach.

Szukamy wejścia. Kierujemy się w stronę niewielkiego budynku tuż za rozległą wiatą parkingową.

Wchodzimy do środka, by schronić się przed deszczem. Pracownik wręcza nam mapkę z oznaczonymi dwoma trasami spacerowymi – krótszą, prowadzącą głównymi alejami, oraz dłuższą, która pozwala zajrzeć głębiej w park i dotrzeć do spokojniejszych, mniej uczęszczanych fragmentów. Podpowiada też, na co warto zwrócić uwagę.

Ogrody są ogólnodostępne i bezpłatne – jakby natura była tu po prostu częścią codziennego życia wyspy.

Buskett Gardens to jedyne tak rozległe tereny leśne na Malcie. Powstały w XVI wieku z inicjatywy Wielkich Mistrzów Zakonu św. Jana i początkowo służyły jako tereny łowieckie. Z czasem zaczęto sadzić tu drzewa, które miały zapewniać cień i wytchnienie od letnich upałów.

Dziś jest to zielona przestrzeń o powierzchni około 30 hektarów – miejsce spacerów, pikników i chwil wytchnienia od nagrzanej wyspy.

Nad ogrodami, na pobliskim wzgórzu, wyraźnie rysuje się sylwetka pałacu Verdala. Jasny, prosty w formie budynek powstał w XVI wieku jako letnia rezydencja wielkich mistrzów. Do dziś pełni reprezentacyjną funkcję – jest oficjalną rezydencją prezydenta Malty – i spokojnie góruje nad koronami drzew.

Ruszamy jedną ze ścieżek mimo deszczu. Aleje są szerokie, miejscami wiją się łagodnie między drzewami, prowadząc coraz głębiej w zielony teren.

Szybko zauważamy, że wokół nas rosną całe sady cytrusowe – drzewa cytrynowe i pomarańczowe pojawiają się niemal na każdym kroku. Gałęzie uginają się pod ciężarem owoców, a ich kolory wyraźnie odcinają się od przygaszonej zieleni mokrych liści.

Jak na Maltę, tak duża liczba drzew owocowych w jednym miejscu robi wrażenie. Idziemy wśród nich, czując w powietrzu świeży, lekko słodki zapach.

Owoce kuszą – są niemal na wyciągnięcie ręki – ale przypominamy sobie informację z wejścia: zrywanie ich jest tutaj zabronione.

Na terenie Buskett Gardens rośnie wiele innych gatunków – oliwki, sosny, a także drzewa liściaste, których żółknące o tej porze liście wyglądają na Malcie niemal zaskakująco. Ten widok bardziej kojarzy się z jesienią w kontynentalnej Europie niż ze śródziemnomorską wyspą.

To miejsce ma swój urok nawet w deszczowej pogodzie. Zieleń wydaje się głębsza, powietrze cięższe od cytrusowych zapachów, a cały ogród sprawia wrażenie spokojniejszego.

Przed chwilą był wiatr, słońce i otwarta przestrzeń klifów.
Tutaj krajobraz staje się bardziej zamknięty, miękki i cichy.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta niewielka wyspa zmienia się szybciej, niż można by przypuszczać.

Między wiatrem a cieniem

Malta potrafi zaskakiwać – wystarczy dać jej chwilę, by zobaczyć, jak szybko zmienia swoje oblicze.

Tego jednego dnia prowadzi nas od wiatru i urwistych, słonecznych brzegów aż po cień drzew i zapach mokrej ziemi. Pokazuje, jak wiele kontrastów mieści się na tej niewielkiej wyspie.

Może dlatego tak dobrze się po niej idzie.
Bez pośpiechu. Z uważnością na to, co pojawia się po drodze.

Warto wiedzieć

📍 Dojazd
Do klifów Dingli i Buskett Gardens można bez problemu dotrzeć autobusem. Przystanki znajdują się w niedużej odległości od obu miejsc.

🥾 Spacer
Połączenie klifów z ogrodami to propozycja na spokojny spacer trwający kilka godzin. Warto mieć wygodne buty i pamiętać, że wiatr na klifach potrafi być bardzo silny.

🌦️ Pogoda
Zimą na zachodnim wybrzeżu warunki zmieniają się szybko. Nawet jeśli dzień zaczyna się słońcem, dobrze mieć przy sobie lekką kurtkę przeciwdeszczową.

🍊 Buskett Gardens
Ogrody są ogólnodostępne i bezpłatne. Przy wejściu można otrzymać mapkę z oznaczonymi dwiema trasami spacerowymi – krótszą i dłuższą.

🌿 Cytrusy
Choć drzewa uginają się od owoców, zrywanie ich jest zabronione. To przestrzeń, która ma pozostać wspólna i nienaruszona.

Mały pomysł
Termos z kawą albo herbatą naprawdę się tu sprawdza – są miejsca, w których chce się zostać chwilę dłużej.


Odkryj kolejne miejsca, które zachwycają:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.